Liczniki
RSS
piątek, 07 stycznia 2011
25 urodziny Mariana

Po sporym czasie przerwy postanowiłem trochę przypomnieć wszystkim o istnieniu naszego alkoholowego bloga. Tak tak, pomimo braku aktywności w pisaniu bloga nasza ekipa nadal się spotyka i nie daje zapomnieć wątrobom o istnieniu alkoholu. W ostatnim okresie mieliśmy przyjemność (choć wątroby pewnie mają inne zdanie) uczestniczyć w 2 ważnych wydarzeniach.

 

Pierwszą był międzynarodowy dzień chlania potocznie nazywany sylwestrem. Po raz pierwszy w naszej historii mieliśmy możliwość spędzić go w pełnym składzie: Starogardzka, Luksusowa, Gdańska, Mutantmass, Truskawka, duży M zwany Marianem i wysoki M zwany Morfim. Dodatkowo zebrała się mocna reprezentacja Wzgórza oraz zdecydowanie gorsza Wydziału Matematycznego. Na miejsce manewrów została wybrana mieścina Dębki w woj. Pomorskim. Tyle z grubsza. Mam nadzieję, że tą imprezę opisze ktoś z większą ilością czasu krótko mówiąc: niech ktoś w końcu ruszy dupę i coś napisze, bo na sylwku się sporo działo.

 

Drugą imprezą, która na pewno zapadnie mi na długo w pamięci były urodziny wielkiego M zwanego Marianem. Z racji zafundowanego nam przez rząd dnia wolnego w Trzech Króli skorzystaliśmy i 5 stycznia spotkaliśmy się, aby uczcić już 25 urodziny naszego starego kumpla, z którym przez dobre 3 miesiące nie mieliśmy kontaktu, bo się do nas nie odzywał. Siedział w więzieniu, czy grał w Tibi po necie czy powód tego jest jeszcze inny nie będziemy w to wnikać…  Swoje na sylwku odcierpiał.

W każdym razie jak każdą imprezę rozpoczęliśmy w Tesco zakupem obowiązkowego prezentu, prowiantu, alkoholu oraz soków. Niestety na imprezie nie mogli się stawić czcigodni Starogardzka i Luksusowa. Jeden tłumaczył się chorobą, której się dorobił na sylwku, drugi powodu nie podał. Mam nadzieję, że w tym czasie siedział na dupie i kończył swoją pracę magisterską, bo ile można się bronić i czekać na imprezę z tego powodu. W sklepie stawili się brat Gdańska, Truskawka, druga połówka wysokiego M oraz ja z moją połówką (i nie chodzi tu o butelkę 0,5 l). Po zaopatrzeniu się w obowiązkowe produkty udaliśmy się do lokalu zamieszkałego przez dużego M.

Na miejscu byli już Afro no i Olo z małżonką. Olo to wielki człowiek, który najprawdopodobniej będzie żył wiecznie, bo na każdej imprezie wypijamy po 3 razy toasty za jego zdrowie. W późniejszym okresie dotarły kolejne osoby Mutantmass, Ciotka, wysoki M oraz chyba dawna narzeczona ptaszka?! W każdym razie Marian przygotował się na urodziny. Stół może nie uginał się pod jedzeniem, ale kabanosy, wędlinka, pomidorki, ogórki oraz obowiązkowe na każdej imprezie w Polsce paluszki oraz chipsy się pojawiły. Wódy jak się później okazało mieliśmy 4,5 l. Na 6 facetów pijących kielony oraz parę kobiet, które popijały drinki to mocno popłynęliśmy.

W czasie imprezy mieliśmy okazję spotkać się z Policjantami. Po, mimo że imprez u Mariana było wiele to ani razu sąsiedzi nie dzwonili na policję. Ile to razy darliśmy mordy przy otwartych oknach, muza ustawiona na pełen regulator i nic. A tu przy normalnej rozmowie takie wyskoki. Na szczęście obyło się na rozmowie, że powinniśmy być ciszej, do czego się zastosowaliśmy. O ile to mogłem jeszcze zrozumieć to drugą wizytę uznaje za skurwysyństwo jakiegoś sąsiada. W momencie, kiedy wszyscy byliśmy „cicho” po 3 ponownie do Mariana zawitała policja. Miał szczęście, bo ponownie się obyło bez mandatów a jedynie na pouczeniu. Ludzcy policjanci…

Od 21 do 3 u Mariana dałem radę wytrzymać, walczyłem z wódą, głodem, szumem w głowie, dziwnym zmniejszeniem grawitacji itd. ale nie poległem (chyba). Po 3 ale jeszcze przed pojawieniem się policji udałem się z Morfim i naszymi połówkami do domów.

I tu w zasadzie mógłbym zakończyć rozważania nad tą imprezą. Ale to, co spotkało całą naszą 6 dnia następnego przeszło moje wyobrażenie. Po pierwszym zbudzeniu bałem się wyjść z łóżka, bo nie czułem nóg. W takim momencie można jedynie dalej się położyć i mieć nadzieję, że później będzie lepiej. Po kolejnym przebudzeniu stwierdziłem, że kaca nie ma a wszelkie oznaki braku czucia w nogach przeminęły. Jakie było moje zdziwienie jak ok. 8-9 nie byłem wstanie już nic zjeść ani wypić a łep tak napieprzał. Dopiero o 13 byłem wstanie wstać z łóżka i coś zjeść, ok. 22 wrócić do domu a i jeszcze dziś rano czułem, że 5 stycznia w godzinach wieczornych świętowałem urodziny Mariana. Na potwierdzenie tego, że każdy miał trudności w funkcjonowaniu w dniu Trzech Króli cytaty z smsów które wymieniłem z kompanami:

Mutantmass 14:19 :

„Kurwa ja jeszcze umieram, więc nie lepiej”

Truskawka 15:00 :

„Ja miałem rano takiego kaca, że kurwa ja pierdole… Niedawno się podniosłem dopiero… Łep mnie nie boli w ogóle, ale zdycham strasznie”

Gdańska 15:34 :

„Ja śpię cały dzień żeby nie myśleć o tym J Ale przyznam rację coś było w powietrzu, że tak ładnie wchodziło”

 

W tym roku cała nasza ekipa będzie kończyła po 25 lat. Marian postawił bardzo wysoko poprzeczkę i nie wiem, co się musi zdarzyć na kolejnych urodzinach, aby przebić te. W każdym razie w najbliższy czwartek koleje urodziny brata Gdańska. Szykujmy się, zatem bo może być wysoko. Całą opowieść zakończę  słowami wypowiedzianymi przez Brata, które mam wrażenie w tym roku będą bardzo aktualne: „The sky is the limit” i „Mniej pierdolenia więcej picia (…)”.

14:21, c_h_o_p_i_n
Link Komentarze (1) »
niedziela, 16 maja 2010
o złamanym rozkazie słów kilka na wesoło i poważnie

Jako że blog podumiera, a pisanie pracy magisterskiej czy robienie czegokolwiek pożytecznego w niedzielny poranek w pracy nie wydaje mi się szczególnie ciekawe, postanowiłem ożywić naszego bloga, zbliżają się wakacje,sezon picia pare wydarzeń też miało miejsce więc pozwolę sobie je opisać,skomentować i ustosunkować się do nich.

Jak zapewne wszyscy pamiętają jakiś miesiąc temu odezwała się do mnie koleżanka z sylwka z propozycją imprezy u niej w domu. Obwieściłem to koledze starogardziej podczas któregoś z licznych treningów kulturystycznych. Oboje doszliśmy do porozumienia iż warto ruszyć zacne 4 litery i trochę rozszezyć horyzonty. Pozytywnym był fakt iż od wielkanocy nie piję gdyż mam w planach być tak wielki ażeby swoimi rozmiarami odstraszać wszystkie formy życia( w tym momencie chciałbym serdecznie podziękować firmie fitness authority która wyposażyła mnie w cuda współczesnego wspomagania o jakże wdzięcznych nazwach NAPALM oraz DETONATOR). Na imprezę dał się namówić oczywiscie kolega Gdańska( a to nowość:))

Pare dni przed imprezą  miała miejsce posiadówka na ławkach na którą niestety nie byłem w stanie zdążyć. Z relacji mi wiadomych w trakcie trwania libacji odwiedziła nas koleżanka która kategorycznie zabroniła nam pojawienie się w tamtym miejscu oraz w tamtym czasie. No cóż jako iż nie jesteśmy oficerami armii czerwonej gdzie za złamanie rozkazu lądowało się w najlepszym wypadku na syberii,podjelismy decyzję iż mimo wszystko warto się na tę imprezę ruszyć. Do składu dołączył również osobnik zwany na blogu truskawkowym potworem za co należą mu się brawa, pokazał pazur nasz miłośnik  R.Kellyego.

Sama impreza było bardzo ciekawa, zacznijmy jednak od początku. Spotkaliśmy się w TESCO w celu dokonania zakupów, jako iż byłem autem służbowym,to truskawek oraz gdańska musieli jechać na tzw. pace, mina truskawy gdy zobaczył jakim pojazdem będzie się poruszać była bezcenna, mam nadzieje iż starogardzka ma ten filmik dalej na swojej super hiper niczym biceps pudziana nokii. Gdy już dotarliśmy okazało się iż na imprezie jest bardzo sympatycznie(dobre jedzonko i wogole klasa). Nie widziałem tam zadnych hujów-mujów-dzikich węży czego można było oczekiwać. Również,wbrew temu co twierdziła ciotka(nie ładnie kłamać, ojj nieładnie) gospodarzem imprezy okazała się ta kolezanka która nas zapraszała a nie Dzasta zwana również wscieklizną pizdy:). W samym mieszkanku zajęlismy pokój obok aby posiedzieć w swoim gronie i skosztować trunków(mi niestety pozostał sprite,sok pomarańczowy i paluszki). W tem wywiązała się pierwsza zabawna sytuacja: Do pokoju weszła wscieklizna i chciała uraczyć na swoim powabnym ciałem(a raczej cielskiem) Starogardzka poinformował ją grzecznie azeby siedzieć z nami musi przynieść brzozę(tak,brzozę,takie drzewo) przykleic tasmą do głowy i postać na balkonie 5 min. Wscieklizna powiedziała iż nie ma brzozy co gdańska skwitował:nie ma brzozy, nie ma gadki. Jak wielkie było zdziwienie biesiadników gdy nasza celebrity przyniosła 2metrową gałąź brzozy,tego chyba nie da sie opisać. Jedyne słowa udało się wydukać starogardzkiej który rzekł: niezłe pierdolnięcie(czy jakoś tak).

Im było dalej tym smieszniej, pewien kolega z sylwestra który również był na tej bibie wypił trochę za dużo i zapadł w sen wieczysty. Chyba nie bylibysmy sobą gdybyśmy nic mu nie zrobili, hasło rzucił starogardzka, oczywiscie pobieglismy pobawić się w malarzy rysowników, ach cóż to były za artystyczne malunki, swasta na policzku, pindole na czole(nie czuje ze rymuje) i generalnie pełen artyzm, chyba odkryliśmy nowe pokolenie studentów ASP gdyż wielkie brawa za artyzm oraz zimną krew należą się truskawkowi który naprawde umie malować kutasy na czole spiącemu typowi:)

W pewnym momencie wszyscy zaczęli sie schodzić do naszego pokoju gdyż jak się okazało w pokoju stołowym koleżanka której na imie powinno być dane ŁATWA zapałała wielką miłością do pewnego młodzieńca z aparatem fotograficznym(imię litościwię pominę,druga zecz ze nie pamietam) młodzienieć odwzajemnił to płomienne uczucie i z radością oddali się prokreacji. Jako iż nie były to najbardziej estetyczne widoki to wszyscy zaczęli się schodzić do naszego pokoju.

Kolejną dość beczną sytuacją była dyskusja na temat wielkości przyrodzenia gdańskiej.Dyskusję prowadził starogardzka z panią bliżej mi nieznaną. Najbardziej rozbawiła mnie fraza:Ty wiesz kto to jest? To jest Wilguś, on ma najwiekszego kutasa na Chełmie.

Całkiem zabawnie również wyglądał upadek instytucji w skład której wchodził starogardzka,blizej nieznana pani oraz truskawek wszyscy razem usiedli na sobie na jednym krzesle które nie wytrzymało cisnienia poddupnego które wytworzyły te 3 osoby,co skonczyło się pęknięciem krzesła i całkiem malowniczym upadkiem.

Reasumując imprezę uważam za udaną, ciężko się wstawało do pracy o 7 rano gdy wrociło się do domu o 4.30 ale chyba było warto.

A teraz kilka słów do ciebie kochana ciociu. Nie wiem czy to przeczytasz, czy też nie ale napiszę pare moich przemyśleń na temat tej całej sytuacji. Jesteś naszą bardzo dobrą koleżanką ale wiedz że nie mamy 12 lat( bo 15 latki juz sie w takie żeczy nie bawią),z tego co mi wiadomo nie jesteś naszą matką,ojcem też chyba nie(to by była beka gdyby cos takiego sie okazało) Nie mieszaj nas do swoich kłótni,afer w ktorych nie wiadomo o co chodzi.To nie nasza sprawa. Równie dobrze gdy ja sie kiedyś posprzeczam z którymś z chłopaków to mam powiedzieć reszcie ze nie zycze zeby szli z nim na imprezę?Czy może mam wydać zakaz chodzenia na imprezy na których bedzie mój kolega na A a na których mnie nie będzie? Przeciez on też lubi coś o mnie powiedzieć niekoniecznie życzliwego. Naprawde mówie to bez cienia złośliwości- przemyśl to bo możesz wiele stracić,nie tylko w naszych oczach ale i w całym swoim życiu( i nie będzie tu już chodziło o nas) Już nie pierwszy raz widzę jak na siłe starasz się wprowadzić swoje widzimisię do spraw prywatnych ludzi z naszej paczki. Wiadomo że czasem mozna ostrzec,doradzić ale nigdy nic na siłę i zawsze z szacunkiem a tych zeczy widzę iż czasem nie zauważasz. Jesteśmy dorośli i postępujemy tak jak uważamy za słuszne niezależnie od tego co sądzisz. Może ja Ci powiem że powinnaś chodzic to pracy na piechote,bo inaczej strace do Ciebie szacunek(ja chodze do pracy na piechote)? Jak widzisz punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a doradzanie i na siłe forsowanie jakichś swoich pomysłów,zwłaszcza w temacie w którym nie masz zielonego pojęcia jest conajmniej nie na miejscu( i nie mam tu na myśli ostatnich wydarzeń).

pozdrawiam wszystkich serdecznie i zapraszam do komentowania

MUTANTMASS

 

13:13, mutantmass
Link Komentarze (2) »
niedziela, 31 stycznia 2010
Ruda & Pizzawa
Moje drogie dzbany i wazony. Ostatnimi czasy normalnie sie zapuszczacie i nie chodzi mi tutaj wcale o zapuszczanie brzucha czy brody (jak co poniektórzy ;p ) ale o wpisach na blogu. Ja rozumiem ze każdy z nas ma wiele waznych spraw na Glowie i czasami nie ogarnia. Jeszcze jakby dodac do tego multum okazji do napicia, to wydawac by się moglo ze nie ma kiedy nawet pozadnie odkacowac.

13:06, l_u_k_s_u_s_o_w_a
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 września 2009
Habibi!

Witam,ostatniego wieczoru starogardzka i luksusowa wytknęli mi jakże niesłusznie brak zaangażowania w życie bloga oraz brak aktywności, tak wiec nudząc sie w pracy postanowiłem cos stworzyć.

Wieczór zaczął sie od telefonu luksusowej ze za godzine idziemy na ławki sie alkoholizowac i generalnie ma byc ,,konkretna ekipa'' oczywiscie okazało się ze ta konkretna ekipa to raptem 5 osób(doszedł jeszcze truskawkowy potwór). Sam przebieg picia był bardzo standardowy, beka zaczeła sie pod koniec co doprowadziło starogardzką do wymyślenia nowego treningu mięsni brzucha, analogicznie do 6 weidera starogardzka uważa ze równie skuteczna bedzie 5 debili:).  Najbardziej rozjebała mnie jednak rozkmina luksusowej który zapytał co to jest cygański wór. Dodatkowo warte wspomnienia jest dzwonienie do ,,czasomierza''. Generalnie osobnik ten nie był zachwycony przebiegiem rozmowy wiec się tchórzliwie rozłączył.

dobra koncze robote i spierdalam w chate, jak bede miec wene to cos napisze

18:45, mutantmass
Link Komentarze (2) »
niedziela, 30 sierpnia 2009
Dzis sa Twooooje urodzinyyyyyyyyy!
Troche czasu uplynelo od ostatniego wpisu ale mam nadzieje ze zblizajacy sie nieuchronnie koniec wakacji i zwiazane z tym obowiazki, sprawia ze znowu nasza aktywnosc blogowa wzrosnie. Dziwnym trafem najwiecej na blogu pisalismy w czasie sesji :D Chociaz jak mam byc szczery to po 4 latach studiow juz wiem ze czas sesji jest okresem najbardziej plodnym i to niekoniecznie jezeli chodzi o nauke. No to by bylo tyle tytulem wstepu. Przechodzac powoli do wpisu wlasciwego zaczne od nakreslenia tla wydarzen ktore mialy miejsce w czwartek 27 sierpnia.

21:06, s_t_a_r_o_g_a_r_d_z_k_a
Link Komentarze (3) »
sobota, 11 lipca 2009
Wykształciuch
Na wstępie jeszcze raz gratuluje(my) Mutantmassowi wyższego wykształcenia i tytułu licencjata. We wtorek 7 lipca w godzinach porannych udało mu się obronić. Oczywiście tak ważne wydarzenie nie mogło odbyć się bez tzw. opicia. Pomimo początkowej dezinformacji gdzie ten pradawny rytuał ma się odbyć ostatecznie wylądowaliśmy na sławetnych ławkach.
czwartek, 09 lipca 2009
Gangsta Lawki
Normalnie to co sie wczoraj wydarzylo to byl maks, dobrze ze po zadnej uzywce nie bylem bo bym nie uwierzyl.

19:06, l_u_k_s_u_s_o_w_a
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 06 lipca 2009
Koniec opieprzania sie!
Dobra, dzisiaj mija 10 dni od ostatniego wpisu (w dodatku nie zwiazanego z piciem) wiec to najwyzsza pora zeby sie zabrac za odrabianie zaleglosci. Postaram sie podsumowac te 10 dni bo troche sie dzialo jednak ;) opisze 3 wyjscia: moje pozegnanie z ludzm z PG i spontaniczny wypad na dzialke, male spotkanie na lawkach w mniej licznym skladzie i piatkowy wypad do Gdynii. To zaczynamy...

15:04, s_t_a_r_o_g_a_r_d_z_k_a
Link Komentarze (1) »
czwartek, 18 czerwca 2009
A miał to być tylko spacer...

Wczoraj  jak się okazało udało mi się skutecznie zakończyć sesję. Oczywiście chciałem oddbić sobie tygodnie przesiedziane w domu, kiedy to próbowałem się uczyć. Pomysł był, aby wybrać sie w plener na browara. Niestaty bracia przechodzili rekonwalestencje po ostatniej opisanej imprezie. Kumple z czasów szkolnych, którzy w większości studiują na PG właśnie zaczynali sesję. Nie było z kim pić a przecież sam do kompa nie będe. Więc za namową dziewczyny wybrałem się na niewinny spacer. Miałem się przejść do Tesco zakupić sobie coś niezdrowego do zjedzenia i wieczór spędzić oglądając "Dextera". Cóż, zawsze niewinne wyjścia muszą się przerodzić w coś co zaszkodzi mojej wątrobie. I tym razem tak samo było. W drodze do Tesco mijałem dawne podwórko, na którym spędziłem dobre pare lat. Łza w oku się zakręciła i przypomnieli się dwaj dawni kumple tzw. B.B. A że z nimi nie widziałem się już z przeszło pół roku zadzwoniłem do jednego. Jakie miałem szczęście, że akurat był na chacie i dotego sam. Po krótkim dialogu, który można streścić do zdania: "co masz zrobić dziś zrób jutro, a będziesz miał czas na %". Udałem się do sklepu, gdzie zakupiłem czarne kobry. Później, jak to na takich spotkaniach bywa, odbyła się seria wspomnień, przy której pare razy trzeba było udać się po więcej browarów. Wyszedłem z chaty o 20 mówiąc, że idę do sklepu, a wróciłem ok 2 z niczym, wstanie wskazującym i z ręką pokaleczoną od źle otwartego browara. Wyjście dobre choć tylko na browarach.

I tu na podsumowanie pierwsze zdanie tego porannka: "Ja pierdole co za kac, a na uczelnie po wpisy trzeba jechać..." Dlaczego po browarach jest większy kac niż po rudej?! Mieszanina czarnych kobr i żubrów nienajlepiej zadziałała na mój organizm. Jedyny chwilowy spokój w mojej głowie nastał po kąpieli i zjedzeniu jajecznicy, cała reszta dnia wyciągnięta z życia. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak tylko położyć się spać i czekać na ewentualne wytyczne co do imprezy w Kwadracie.

Wyjście może mało spektakularne, bez bełtów, palenia śmietników, odprowadzania i misji, robienia kanapek na śniegu i wpieprzania bułek z kiełbasą i keczupem czy innych ciekawych historii, które nam się przydarzały, ale warte odnotowania z tej sentymentalnej strony.

16:27, c_h_o_p_i_n
Link Komentarze (7) »
środa, 17 czerwca 2009
Piękni, Młodzi i Wariaci
Tyle sie wczoraj dzialo, ze naprawde nie wiem od czego zaczac. Ta historie mozna opisac na miliony sposobow, a i tak nie wiem czy udaloby sie oddac piekno i emocje jakie nam wczoraj towarzyszyly, to bylo niezwykle. No dobra ale zacznijmy od poczatku....

14:47, l_u_k_s_u_s_o_w_a
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3